You are here:wystawy»wystawy 2008»Jerzy Lewczyński & Mikołaj Długosz. Archeologie

Jerzy Lewczyński & Mikołaj Długosz. Archeologie

  • okres trwania: 29.11.2008 - 31.01.2009
  • kurator: kurator: Stanisław Ruksza

W 2006 roku w Kronice zaprezentowano równolegle Plany Anety Grzeszykowskiej i Jana Smagi oraz selekcję Zapisu socjologicznego Zofii Rydet. Chcieliśmy wówczas (wraz z Sebastianem Cichockim) ująć "pewne zagadnienia polskiej fotografii konceptualnej jako nietypowego ciągu przyczynowo-skutkowego, pełnego zaskakujących analogii i korelacji". Stwierdziliśmy, że "inspiracje nie zawsze są bezpośrednie, a tzw. odkrycia artystyczne, mimo usilnych działań historyków sztuki, rzadko układają się w ciągi chronologiczne. W większym stopniu niż z linearnym postępem mamy do czynienia z ruchami spiralnymi, niekończącymi się powrotami, regresami i skokami, wiązkami zależności".

Wystawa Jerzego Lewczyńskiego i Mikołaja Długosza jest naturalną konsekwencją tamtego pokazu. Zestawiając ze sobą cykle: Fotografia naiwna i Negatywy znalezione w NY (oba z 1979 r.) Jerzego Lewczyńskiego oraz slide-show Pogoda ładna, aż żal wyjeżdżać (2006) i Real Foto (2008) Mikołaja Długosza podkreślamy istnienie od kilku dekad podobnych postaw archeologicznych, mikrohistorycznych czy quasi-detektywistycznych, bazujących na materiale znalezionym. Prezentowane cykle są niezależnymi projektami, koncepcjami, wreszcie - wystawami. Mogą jednak ujawniać podobne konteksty, zależności, postawy, fascynacje... Enjoy!

Jerzy Lewczyński (ur. 1924) jest jednym z najważniejszych polskich artystów posługujących się medium fotograficznym. Twórczość artysty wciąż wymyka się prostym klasyfikacjom, ujawnia swoje działanie w różnych kierunkach artystycznej myśli, a jej największa część ? teoretycznie ujęta koncepcją"archeologii fotografii" - wykracza daleko poza sam obszar sztuki.

Początki sztuki Lewczyńskiego sięgają 1951 roku, kiedy poznał w Gliwicach Tadeusza Maciejkę, twórcę awangardowej fotografii z lat 30. Prawdziwy przełom nastąpił natomiast wraz z rozpoczęciem działalności w nieformalnej grupie, którą współtworzył wraz ze Zdzisławem Beksińskim i Bronisławem Schlabsem (1957-1960), funkcjonującej w historii sztuki polskiej jako "antyfotografia" i będącej jednocześnie manifestacją nowoczesnej fotografii przełamującej schematy socrealizmu i zastanych koncepcji. Wystąpienie tej trójki uznano wręcz za atak na podstawy sztuki fotografii. W ich zdjęciach zauważyć można otwarcie na artystyczne eksperymenty i doświadczenia awangardy. Lewczyńskiego interesował ponadto dokumentalny aspekt fotografii, z silnym akcentem egzystencjalnym i wpływami filmowego włoskiego realizmu. Ujawniło się wówczas to wszystko, co dla roli Lewczyńskiego w całokształcie sztuki Europy Środkowowschodniej jest charakterystyczne - wykorzystanie cudzych fotografii, literalność, co pozwala zaliczyć go do prekursorów poezji wizualnej, przedkładanie strony mentalnej nad techniczną, co stawia go w gronie pierwszych konceptualistów, wreszcie gramatyka "cytatu" pozwalająca wielu krytykom mieścić artystę w gronie pierwszych postmodernistów. Lata 60. to w jego fotografii czas pozornego zastoju. Rozpoczął wówczas kontynuowany przez dwie dekady cykl Cimiteria - quasi-dokumentalny zbiór zdjęć niszczejących nagrobków, będący najprawdopodobniej największym polskim cyklem funeralnym. Istotna była tu obsesyjna predylekcja do jak najszerzej pojmowanej problematyki pamięci, co zaowocowało już w następnych latach "archeologią pamięci" - jedną z niewielu polskich prekursorskich koncepcji artystycznych.

Sedno sztuki Lewczyńskiego ujawnia się w pełni na przełomie lat 60 i 70. Już wtedy wykorzystuje on "gotowe zdjęcia", reprodukcje i teksty, z których komponuje narracyjne historie, powiększa fragmenty zdjęć, fotografia nie jest celem samym w sobie. I gdzie rola artysty przesuwa się na wyjątkową pozycję archeologa, tropiciela oddanego swej myśli. ?Archeologią fotografii nazywam działania, których celem jest odkrywanie, badanie i komentowanie zdarzeń, faktów, sytuacji dziejących się dawniej w tzw. przeszłości fotograficznej. Dzięki fotografii, ciągłość wizualnego kontaktu z przeszłością stwarza możliwości poszerzenia oddziaływania warstw kulturowo-twórczych na dzisiejsze? - pisał Lewczyński.

Operacje Lewczyńskiego z ?cudzymi? zdjęciami w ramach ?archeologii fotografii? doprowadziło do cyklu Fotografia naiwna (1979) prezentowanego na wystawie w Kronice. Punktem wyjścia były, uratowane przed wyrzuceniem, zdjęcia z ogłoszonego w 1956 roku przez Telewizję Polską konkursu na amatorską fotografię artystyczną. Artysta pokazał je w tematycznych zestawach, zostawiając często emfatyczne podpisy, dedykacje, zapisaną nazwę techniki etc. Pełny rytuał wystawienniczy. Sentymentalne, piktoralne zdjęcia naśladujące opatrzone ?klisze mentalne?, ocierające sie o kicz wyrażały tęsknotę za beztroską, szafowały pozami. Jak pisał wówczas Lewczyński: ?przedstawienia takie budzą nasze zainteresowanie, gdyż to, co naiwne, często uważamy za szczere i dlatego obszar naiwnej fotografii może stanowić niewyczerpane źródło wiedzy o człowieku. Ponadto można się stąd sowiedzieć o sposobach komunikowania się ludzi w społeczeństwie?. Pokazując zdjęcia ?naiwne? nie tylko obnażał bezkrytyczne podejście do medium, ale pytał o pełnoprawny status tej fotografii, odnosząc się do ?malarstwa naiwnego?. Uderzał jednocześnie w tzw. ?fotografię kreatywną?, konstatując, że różnica między tym, co ?wysokie? i ?niskie? nie jest odległa, bo w swoich strategiach artyści ulegają presji obiegu kultury, w której funkcjonują bądź chcą zafunkcjonować. Jednocześnie w wydobyciu amatorskiej fotografii podkreślał temperament i radość z samego faktu wykonywania zdjęć, ?chwytania? sytuacji, której on sam również nigdy nie stracił.

Drugi cykl wystawy stanowią Fotografie znalezione w Nowym Jorku (1979) - dwanaście ekshibicjonistycznych, prywatnych, półpornograficznych zdjęć wykonanych przez hippisowską komunę na zapleczu któregoś z broadwayowskich teatrów. Lewczyński: ?widzę przed sobą na ulicy śmieci złożone z przeróżnych materiałów. Od razu zauważam jakieś porozrzucane fotografie, koperty i papiery. Tłumiąc zażenowanie podchodzę bliżej i oglądam zdjęcia, widzę również pełno kopert z negatywami. Mój przyjaciel znając moje zainteresowania zachęca mnie do zabrania znaleziska. "To normalne, znowu kogoś wyrzucają, czyjeś życie' mówi z uśmiechem. Pakuję do torby co mogę i idę w stronę metra. (...) W domu pobieżnie przeglądam negatywy i widzę rzeczywiście kawałek prywatnej Ameryki. Nie mam czasu na refleksje ale cieszy mnie posiadanie tak cennego skarbu. To nowy krok w uprawianej przeze mnie 'znalezionej fotografii'. (...) Staram się stale znaleźć bliższe dane o przedstawionych bohaterach. Wymaga to kolosalnego wysiłku, ale wierząc w mistyczną siłę fotografii mam nadzieję na dowiedzenie się dalszej prawdy". Ostatnio artysta wyznał: "Coraz bardziej czuję klimat tych zdjęć". Wystawa Archeologie prezentuje również cykl "naiwnych" polaroidów z nowojorskiego znaleziska - kilkanaście zdjęć "suszarek" na naczynia bądź ubrania i ... zdjęcie Afroamerykanki z córką, stanowiące całość. Przypominają pseudokonceptualny cykl, ale ich intencje i sens jest kompletnie nieznany.

Teoria "archeologii fotografii" przeszła ogromną drogę i cały czas koncepcja ta się rozszerza. Archiwum Lewczyńskiego staje się przedłużeniem jego fotografii. Wraz z uświadomieniem sobie niesłychanego dotąd w dziejach wzrostu faktów wizualnych artysta odkrywa wszelkie zapomniane świadectwa kultury, a także to, co ma związek z pamięcią, jak "materiały pomocnicze pamięci" - wykonywane na fiszkach zrobionych z nieudanych zdjęć zapiski "spraw do załatwienia", które archiwizuje od kilku dekad. Bo dla Lewczyńskiego, a raczej dla rozumianej przez niego pamięci, istotne może być wszystko. Nie ma zdjęć nieważnych.

Wielowątkowość dorobku Lewczyńskiego jest są świetną okazją do następnych poszukiwań, nieszablonowych odczytań czy szalonych zestawów budujących nowe możliwości narracyjne. Jednocześnie kluczowym wydaje się odejście od traktowania jego sztuki w obrębie samej fotografii na rzecz nie tylko sztuk wizualnych ale i szerokiej sfery zjawisk społecznych, kulturowych czy politycznych.

kurator: Stanisław Ruksza

 

Mikołaj Długosz (ur. 1975) podobnie jak Jerzy Lewczyński jest fotografem. I podobnie jak najważniejszy żyjący nestor polskiej fotografii, specjalizuje się w "odnajdywaniu" i "ujawnianiu" ukrytych możliwości "cudzych" zdjęć nieuznawanych za "artystyczne". W 2006 roku opublikował książkę Pogoda ładna, aż żal wyjeżdżać (Wydawnictwo Ha!art). To publikacja stanowiąca wybór 130 polskich pocztówek z lat 70. i 80, pochodzących ze zbiorów Krajowej Agencji Wydawniczej, ówczesnego monopolisty "gatunku" w Polsce. Projekt obejmuje jednak znacznie większą ich ilość - tysiące oryginalnych diapozytywów pocztówek KAW, które prezentuje w swoim blogu www.nudnepocztowki.blog.pl i na prezentacjach slide-show. W tej formie jest prezentowany na wystawie Archeologie.

Projekt został potocznie nazwany przez autora "nudnymi pocztówkami". Kilka lat temu (1999-2001), brytyjski fotograf Martin Parr z agencji Magnum wydał również albumy Boring Postcards, prezentujące pocztówki brytyjskie, amerykańskie, niemieckie z lat 60., 70. i 80. Gdy te albumy się ukazały, Długosz już planował wydanie swojej książki, o czym poinformował Parra, a ten się zgodził na użycie tego samego tytułu. Oba projekty mogą bowiem stanowić pewną większą całość, odnoszącą się do estetyzacji kultury masowej, różniącej się jedynie kontekstem politycznym. Zdjęcia Parra pokazują prowincjonalne miejsca zachodniej Europy, z wolna zapełnianego "dobrami" pop-kultury. Zdjęcia Długosza przywołują Polskę epoki "edwardowskiej", tu i ówdzie "ogrzewaną" reglamentowanymi produktami "wrogów" zza "żelaznej kurtyny", z drugiej strony "dumnie" okraszaną propagandą PRL-u.

Pocztówki Mikołaja Długosza nie są reprezentacją Polski nr 1. Brak tu "widokówek-symboli" - Sukiennic, Wawelu czy poznańskich koziołków. Są bloki, place zabaw, ośrodki wypoczynkowe, kawiarnie, miejsca rekreacji, socmodernistyczna architektura wprzęgnięta w pejzaż kształtowany na potęgę od czasów "naszej małej stabilizacji" lat 60. Zdjęcia, wykonywane nierzadko przez znanych fotografów (odnajdujemy nazwiska m.in. Andrzeja Świetlika, Leszka Surowca czy Jerzego Malinowskiego), respektują w pełni wytyczne KAW (podlegającego obowiązkowemu "situ" cenzury). Obrazy miejskie przedstawiać miały "ulice osiedla zaludnione, ujęcia ruchliwe, słoneczne, kolorowe samochody; ludzie w miarę możliwości dobrani, żywo, kolorowo ubrani; w zdjęciach ujmować kwietniki i zieleńce miejskie, [...] szkoły - koniecznie z dziećmi i młodzieżą. Zdjęcia puste nie będą rozpatrywane". W rolniczym czy industrialnym krajobrazie chodziło o "fotografowanie ciekawego budownictwa przemysłowego (w krajobrazie) w zbliżeniu ze sztafażem ludzkim, np. górnicy na tle szybów kopalnianych, brama huty z robotnikami w większej grupie, stocznie, porty itp. Nowoczesne prace polowe - mechaniczne siewy, żniwa. Hodowla - stada krów, koni, owiec na pastwisku w ciekawym krajobrazie. Zbiory np. owoców (ładne dziewczyny)". Wszystko dobre, wesołe i optymistyczne. Fotograficzny socrealizm z koniecznym "ludzkim sztafażem", (co ciekawe, obowiązującym do dziś w zdjęciach prasowych dzienników wysokonakładowych). Zabieg podobny "archeologii fotografii" Lewczyńskiego dokonany został na socrealistycznych pocztówkach przez Mikołaja Długosza. Zdjęcia są "znajdywane" i "podnoszone" na zasadzie ready-mades, z całym "ekwipunkiem" (tytuł i rok, symbol pocztówki np. 7-183/1978, autor). Zdjęcia socrealistyczne zostają "wyniesione" do pełnoprawnej tzw. fotografii artystycznej na zasadzie "fotografii naiwnej".

Powodzenie projektu Długosza polega również na świadomym wykorzystaniu mechanizmu wchłaniania i przywracania, w wersji "oldskulowej", "estetyki socu" przez polską popkulturę. "Powroty te warunkowane są nieuchronną rynkową logiką, lata te to czas młodości dzisiejszego pokolenia trzydziestolatków, którzy stanowią obecnie główną siłę nabywczą. Przywołanie czasów młodości budzi sentyment, dzięki temu łatwiej sprzedać swój produkt" - pisał Piotr Bernatowicz. Projekt Długosza nie powstał jednak z zimnej kalkulacji praw popytu i podaży, ale z frajdy, podobnej Lewczyńskiemu. "Pomysł na album wziął się z chęci zrobienia sobie przyjemności po prostu. Zawsze marzyłem o podróży w czasie, więc zrealizowałem to chociaż w ten sposób" - tłumaczy artysta. Wojaże pamięci są zawsze banalnie zdeterminowane datą urodzenia. U Mikołaja Długosza beztroska reprezentacja "znosi" na boczny tor polityczne konotacje czasu bloku wschodniego. Bywalcami jego blogu (również współtwórcami i "archeologami" i "mikro-historykami", jako interaktywni komentatorzy), jak również "czytelnikami" książki, są przede wszystkim jego rówieśnicy, urodzeni w latach 60. i 70., dla których jest to senty-mentalna podróż do krainy dzieciństwa. Podobnej frajdy przysparza slide-show, z powiększeniami kolejnych szczegółów (na zasadzie gry "znajdź 5 różnic" i de-konstruowaniem całości.

Drugi cykl wystawy Mikołaja Długosza stanowią zdjęcia Real Foto, wydane w postaci albumowej w 2008 roku (Wydawnictwo Ha!art). Składają się z "odnalezionych" w internecie "cudzych" zdjęć z portalu Allegro. Ich cechą jest użyteczność. W intencji autorów mają jak najlepiej zareklamować towar: sprzedający bieliznę fotografuje ją na ciele swojej dziewczyny; sprzedający skórzanopodobne buty fotografuje je na tle stawu; sprzedający strój nurka fotografuje ubraną w niego postać na tle fototapety z wulkanem Fidżi itd... U Długosza te zdjęcia są użyteczne, bo, jak mówi: "mówią nam coś ciekawego o współczesnej Polsce, o naszej kulturze, o konsumeryzmie. O tym, gdzie i jak żyjemy, jak wyglądamy i jak chcemy być postrzegani. Widzisz grubego faceta w obcisłych ciuchach i zaczynasz się zastanawiać: co nim powoduje, co on sobie myśli? Może, że jest piękny? A może czuje jakiś mus noszenia takich ubrań?". W skonwencjonalizowanym świecie, w którym fotografia jest przewidywalna, a dzięki temu nudna ("fotografia się skończyła, bo skończyła się liczba kombinacji"), "rolą artysty jest porządkowanie i wybieranie z chaosu, z ogromu obrazów znaczących całości, które nie przytłoczą lecz sprawią, że wyobraźnia widza zacznie pracować w inny sposób, że nasz sposób patrzenia na to, co najbardziej ulotne, zmieni się" - mówi Mikołaj Długosz.

kurator: Stanisław Ruksza

Mikołaj Długosz | Real Foto 2008

 

wystawy 2008

  • Joanna Rajkowska. Camping

    Projekt zrealizowany w ramach XVII Górnośląskiego Festiwalu Sztuki Kameralnej
    Współorganizacja: Instytucja Kultury Ars Cameralis Silesiae Superioris

    Joanna Rajkowska nie tylko niezwykle celnie pracuje

    29.11.2008 - 31.01.2009
    kurator: Stanisław Ruksza
  • Jerzy Lewczyński & Mikołaj Długosz. Archeologie

    W 2006 roku w Kronice zaprezentowano równolegle Plany Anety Grzeszykowskiej i Jana Smagi oraz selekcję Zapisu socjologicznego Zofii Rydet. Chcieliśmy wówczas (wraz z Sebastianem Cichockim) ująć "pewne

    29.11.2008 - 31.01.2009
    kurator: Stanisław Ruksza
  • Łukasz Jastrubczak. Film Noir

    Łukasz Jastrubczak, młody multidyscyplinarny śląski artysta, który bardzo wyraziście wchodzi na krajową scenę sztuki. Interesują go zagadnienia niewidzialności, znikania, efemerycznych "objawień", sza

    27.09. - 15.11.2008
    kurator: Stanisław Ruksza
  • Paweł Kulczyński. Dbaj o estetykę wyglądu

    Wystawa Pawła Kulczyńskiego Dbaj o estetykę wyglądu ma strukturę concept albumu, w którym części składowe odsyłają do innych, wzajemnie się uzupełniają, loopują przerwane narracje, kusząc ku ponownemu

    27.09. - 15.11.2008
    kurator: Stanisław Ruksza
  • Something Must Break

    Zapraszamy na wystawę Something Must Break organizowaną przez Kronikę i MCK w Mysłowicach w ramach Off Festivalu w Mysłowicach, od 7 do 10 sierpnia 2008.

    07 - 10.08.2008
    kurator: Sebastian Cichocki, współpraca: Stanisław Ruksza
  • Alfabet Kroniki w Berlinie

    Alfabet Kroniki powstał on na zaproszenie 5. Berlin Biennale, prestiżowej imprezy artystycznej, której kuratorami są w tym roku Adam Szymczyk i Elena Filipovic. Jest to swego rodzaju słownik bytomskie

    03.04. - 20.06.2008
    kuratorzy: Sebastian Cichocki, Stanisław Ruksza
  • Muzeum Historii Nienaturalnej

    Wystawa jest problemowym ujęciem ważnego wycinka śląskiej kolekcji sztuki współczesnej. Od samego początku ważne przy jej budowa były kwestie: pracy, przemysłu, a nawet wysiłku fizycznego. Zebrane w r

    17.05. - 31.07.2008
    kuratorzy: Sebastian Cichocki, Stanisław Ruksza
  • Piotr Wysocki. Aldona

    Aldona to prosta (chociaż nie do końca) historia o miłości, która ma miejsce w małym polskim mieszkaniu. Aldona opowiada o swoim uczuciu do Darka, tęsknocie za bliskością, intymnością. Kamera śledzi b

    08.03. - 30.04.2008
    kurator: Sarmen Beglarian
  • Sławomir Rumiak. Wyjazd

    W warstwie fabularnej projekt Wyjazd sprowadza się do realizacji marzenia każdego artysty - udziału w Biennale Sztuki w Wenecji. Rumiak tworzy kopię Pawilonu Polskiego, przypina ją do roweru i jedzie

    08.03. - 30.04.2008
    kurator: Sebastian Cichocki
  • Anna Konik. Our Lady's Forever

    Najnowsza praca Anny Konik Our Lady's Forever powstała na podstawie dramatu napisanego przez młodego, chorego na schizofrenię mężczyznę, którego artystka poznała kilka lat temu. Utwór ten, pełen niezw

    08.03. - 30.04.2008
    kurator: Sebastian Cichocki, współpraca: Ewa Witkowska